Dzisiaj impreza w Poznaniu, przyjechaliśmy po to żeby się pokazać rodzinie Magdy ;). Poza tym całkowite nudy jak to w weekend. Znaczy się, że odpoczywam.
W poniedziałek pojawi się nowy komputer. Pewnie jak zwykle nie objedzie się bez problemów technicznych. Tak czy inaczej postaram się o tym wspomnieć.
We wtorek Magda bierze kota ze schroniska. Kupiła już dla niego kuwetę, żwirek i wiele innych urządzeń peryferyjnych. Teraz trzeba mieć nadzieję, że kompilacja jak i wdrażanie kota w wersji 1.0 przebiegnie bez problemów. Firma produkująca koty nie udziela rękojmi, gwarancji ani wysyłania poprawek. Całą obsługę wyjątków w postaci srania na stół, zostawiania wszędzie włosów, obcinania pazurów będziemy musieli wykonać w swoim zakresie. Ciekawe czy Magda sobie poradzi.
Początek świąt rozpoczął się trzaśnięciem pleców, potem noszenie stołów. Chodzę jak paralityk. Mam nadzieję, że gniew bogów nie wyraża się w taki sposób. Tak czy inaczej moje plecy przed zawarciem małżeństwa miały się zdecydowanie lepiej.
W Sieradzu pierwsza wspólna wigilia od wielu lat, wypad z bratem do pubu, same miłe rzeczy. W Poznaniu też jak zwykle miło.